Potęga content marketingu. Jak ją wykorzystać?

  • Joanna Kaczmarek
  • 29 maja

Jest nieinwazyjny (ba, niekiedy nawet pożądany przez odbiorcę), interesujący, przydatny, buduje relację z adresatami i trwale ich angażuje – to tylko garść największych zalet marketingu treści. Nie ma co owijać w bawełnę, to jeden z najlepszych tworów marketingowych, jakie kiedykolwiek wymyślono. To potężne narzędzie, którym wbrew pozorom niełatwo się posługiwać, choć dobrze wykorzystany ma zbawienny wpływ na nasz biznes.

Content marketing występuje w wielu formach. Mogą być to filmy na Youtube, wpisy na portalach społecznościowych takich, jak Facebook czy Twitter, poradniki i generalnie każda treść, która przyda się odbiorcy i sprawi, że z przyjemnością wejdzie z nami w dialog, a następnie w relację i najprawdopodobniej zostanie naszym lojalnym klientem, a my zyskamy w jego oczach opinie eksperta. Marketing treści działa też w inną stronę: jako dobre jakościowo, unikalne materiały, zostają wyróżnione przez algorytmy Google i sprawia, że prowadzona przez nas strona internetowa szybuje w górę w wynikach przeglądarki. Jednak, by rzeczywiście dawał takie rezultaty, musimy spełnić kilka warunków.

Przede wszystkim treść, niezależnie od formy, w której ją przekazujemy, musi zawierać w sobie jakąś cenną dla konsumentów wartość. W tym celu trzeba dobrze zapoznać się z grupą naszych klientów, ich oczekiwaniami i obiektami, których pożądają, ale też z tym, czego nie wiedzą i nie potrafią, a chcieliby, by było inaczej. Musimy poznać ich problemy. Często tworzy się content z myślą o sobie i dla siebie lub rzuca się go w próżnię. To błędy. By tworzone przez nas materiały miały jakikolwiek sens, muszą mieć konkretny cel. Trzeba też myśleć jedynie o niszy odbiorców – dobrze jest sprecyzować sobie „buyer personę”, do którego kierujemy naszą ofertę – i kreować treść z myślą o nich. Dlatego jeśli na przykład zajmujemy się sprzedażą fitproduktów, poinformujmy konsumentów, czym mogą zastąpić cukier; gdy sprzedajemy rowery, udostępnijmy bezpłatne pliki zawierające spis tras rowerowych w pobliżu itp. Ważne jest również to, by zadbać o feedback. Zawsze odpowiadaj na komentarze, a jeśli ich nie ma, sam zadawaj pytania. Jeżeli nie jesteś zbyt charyzmatyczny lub masz trudności w nawiązywaniu relacji, zastanów się, czy nie byłoby korzystniej zatrudnić kogoś, kto nie ma takich problemów. Takich osób nie powinno być zbyt wiele – najlepiej jedna na jeden kanał przekazu. Dzięki temu zachowasz jednolitość stylu i formy wypowiedzi, które są przecież kwestią indywidualną.

Istotne jest również, by korzystać z wielu form contentu i kanałów jego dystrybucji. Każdy człowiek nieco inaczej odbiera docierające do niego komunikaty – jedni są wzrokowcami, inni słuchowcami, jeszcze inni skupiają się w ruchu. Dlatego nie zatrzymuj się jedynie na wpisach na blogu, bądź kreatywny. Konferencje, screencasty (tj. demonstracje produktu wraz z prezentacją i wykorzystaniem dźwięku) albo bezpłatne audiobooki z pewnością odświeżą nieco twój wizerunek i przyciągną uwagę nowych konsumentów. Z drugiej strony, bądź w tym wszystkim regularny i w miarę jednolity. Zachowaj różnorodność, ale kontroluj sytuację – sam musisz wyczuć, co najbardziej trafia do twojej grupy odbiorców, i na tym powinieneś się skupić. Podobnie jest z platformami, na których publikujesz materiały. O wiele lepsze efekty przyniesie umieszczanie i promowanie contentu wszędzie tam, gdzie jest nasza grupa docelowa: na stronie internetowej, blogu lub w social mediach: Youtube, na Facebooku, Twitterze, Instagramie, a nawet Pintereście, jeśli twoja branża na to pozwala. Komentuj, udostępniaj, wysyłaj newslettery. Nie narzucaj się, ale bądź widoczny. Lukratywne będzie także podjęcie współpracy z innym przedsiębiorcą, który będzie uzupełniał naszą ofertę. Powróćmy do wcześniej użytych przykładów: gdy sprzedajemy fitprodukty, możemy podpisać umowę z lokalną siłownią albo trenerem personalnym; jeśli rowery – z serwisem naprawy tych sprzętów.

Pomocnymi narzędziami w określaniu, gdzie znajdziemy naszą „buyer personę”, są te współpracujące z social mediami, np. Graph Search. To anglojęzyczna wyszukiwarka, która współpracuje z Facebookiem. To wpisaniu zapytania w języku angielskim, np.: „people who live in Poland and like snowboarding”, wyświetlają nam się wszystkie fanpage’e, które są najczęściej lubiane przez tę grupę odbiorców. Dzięki temu możemy określić, jakie są ich zainteresowania, a zatem w jakim kierunku powinniśmy dążyć, prowadząc własną stronę lub z kim rozważyć rozpoczęcie współpracy. Innym programem, który także współdziała z Facebookiem jest Facebook Ads, dzięki któremu szybciej i dokładniej zweryfikujemy preferencje konsumentów, choć jednocześnie jego użycie wymaga od nas większej znajomości swojej niszy. Twitterowi również poświęcono dedykowane programy, jednym z nich Tweetonomy. Analizuje on nie tylko same wpisy użytkowników i ich zasięg, ale także ich profile i interakcje. Kolejną tego typu aplikacją jest Trends24. To narzędzie bada między innymi najpopularniejsze tagi. Jego dużym atutem jest filtrowanie wyników z podziałem na całą Polskę lub poszczególne miasta.

W tworzeniu przydatnych treści pomoże nam uświadomienie sobie jednej rzeczy: konsumenci, jeśli już szukają czegoś w Google, chcą znaleźć to szybko i bez ponoszenia kosztów (lub możliwie najtaniej). Co więcej, szybko stracą zainteresowanie nieciekawą treścią, która nie przekaże im dość szybko tych informacji, których łakną. Dlatego tworzony przez nas content powinien być celny i wyczerpujący temat, ale niezbyt długi i przede wszystkim łatwo dostępny. To da nam większą pewność, że konsument zapozna się z oferowaną przez nas treścią, a odebranie przez niego naszego komunikatu to przecież najważniejszy element tej strategii marketingowej. Bez tego jedynie stracimy czas… I pieniądze.

Źródło: eactive.pl, fusionmarketing.pl, publicrelations.pl

Zostaw komentarz